Drzewo różane jak na moje ucho i oko ma potencjał marketingowy: podsuwa wyobrażenie róży w estetyczny sposób splecionej z egzotycznym drzewem. A w jaki, to wystarczy wygooglować.
Wygląda pięknie, ma pociągającą nazwę, a jak pachnie?
Zapewne różą... ale czy na pewno?
Zapraszam na niedługi tekst o drzewie różanym i jego zapachowej interpretacji uchwyconej w olejku od Laboratorium Dobrego Nastroju.
CZY DRZEWO RÓŻANE PACHNIE RÓŻĄ?
Drzewo różane (łac. Aniba rosaeodora) to tropikalne drzewo porastające tereny Amazonii, szczególnie Brazylię. Cenione jest jako surowiec zapachowy wykorzystywany w perfumerii i produktach kosmetycznych. Olejek pozyskuje się z tkanki drzewnej (pnia i gałęzi) w procesie destylacji z parą wodną.
Prefeitura Municipal de Belém, CC BY-SA 4.0
Jego skład chemiczny zdominowany jest przez linalol, którego zawartość może wahać się od ok. 70 aż do 95%. W mniejszym ilościach towarzyszą mu m.in. α-terpineol, geraniol i α-terpinolen. Tak wysoki udział linalolu przekłada się na świetlisty, świeży, kwiatowy profil, często idący w stronę lawendowej czystości.
Pokrewieństwo zapachowe z różą wynika głównie ze współobecności geraniolu, składnika o słodko-kwiatowym charakterze, a w mniejszym stopniu także z linalolu. Tak więc choć drzewo różane i róża mają pewne punkty wspólne, to jednak wyraźnie rozchodzą się w różne strony.
Jak w takim razie wypada olejek zapachowy na bazie tego pierwszego?
RECENZJA OLEJKU DRZEWO RÓŻANE
Nie miałem dotychczas przyjemności wąchać drzewa różanego w przyrodzie, ale poznałem jego zapach w postaci olejku od Laboratorium Dobrego Nastroju. I od razu powiem: bardzo mi się podoba.
Wcale nie odbieram go jako jednoznacznie linalolowego: jest tu rzeczywiście świeżość o lawendowym zabarwieniu, aksamitność, jasność, subtelna różaność. Jednak równie wyraźny jest dla mnie przyjemnie chłodna, lekko wytrwana herbacianość. To ona nadaje całości bardziej złożony, momentami drzewny charakter.
Drugi trop, który wyłapuję w olejku, pewnie związany z tym pierwszym, to świeża barberowa ziołowość. Przywodzi mi to na myśl klimat męskich fougère popularnych w latach 80. i 90.: Drakkar Noir, Houbigant Duc de Vervins czy Loumani Pour Homme. Łączy je profil bazujący na takich ziołach, jak szałwia i rozmaryn, oraz oczywiście na lawendzie. Coś w tym stylu wyczuwam również tutaj: pojawia się barberowy świeży akcent, ale bez tej cytrusowo-bergamotkowej jowialności, często towarzyszącej klasycznym wodom kolońskim.
Fot. © Andrzej Lewicki
I wreszcie trzeci trop: to przenikliwie zimna, niemal metaliczna szpilka o eukaliptusowym charakterze. Wbija się w miękką kwiatową, a jednocześnie herbaciono-ziołową powierzchnię, po czym powoli się w niej rozpływa.
Te trzy tropy przenikają się wzajemnie: herbacianość, fougèrowość i eukaliptusowy akcent. Każdy z nich jednak wnosi coś innego. Dokłada warstwę do linalolowo-kwiatowej bazy i sprawia, że olejek Drzewo różane od Laboratorium Dobrego Nastroju odbieram jako naprawdę ładny, dojrzały i kojący.
Na koniec: linalol jest składnikiem, któremu często przypisuje się działanie uspokajające i redukujące stres. W moim odbiorze ten olejek rzeczywiście odpręża, a jednocześnie nie „zamula”, bo herbaciano-chłodny akcent podtrzymuje uważność, jednocześnie przyjemnie „studzi” głowę.
A poza tym tak po prostu miło się go wącha.
(Olejek otrzymałem od marki w ramach wcześniejszej współpracy na Instagramie. Ten wpis nie jest sponsorowany, a recenzja powstała wyłącznie na podstawie moich wrażeń oraz zainteresowania drzewem różanym)