DLACZEGO KADZIDŁO?
Każdy z nas kojarzy zapach kadzidła kościelnego: wzniosły, może nawet mistyczny, mający przedziwną moc religijnej obietnicy. Każdy jeden kościół nosi w sobie coś znajomego: zapach kadzidła.
Ale czym jest właściwie ten zapach? 
Pierwszy wpis na blogu poświęcam olibanum - aromatycznej żywicy pozyskiwanej z drzew rodzaju Boswellia. To ona stanowi podstawę kadzidła, które znamy z kościoła oraz współczesnego perfumiarstwa. 
Choć sam nie byłem fanem tego zapachu, szczególnie w perfumach, to i mnie coś w nim urzeka i fascynuje. Jednocześnie jest całkiem sporo nieporozumień związanych z kadzidłem, które chcę tutaj uporządkować.
Przy okazji chcę podzielić się z wami własnymi impresjami i zachęcić was do poznawania kadzidła na własną rękę. Bo oprócz przeczytanych tekstów, rozmaitych żywic obejrzanych na zdjęciach, sporo się nakadziłem. 
To jest najlepsze: kładzenie złotych grudek na rozgrzanym węgielku i oczekiwanie dźwięku przypominającego pęknięcie: kiedy z żywicy ulatnia się jasna, idąca w górę smuga, transportująca bogactwo nut, religijne uniesienie, nasze własne wspomnienia... 
Zapraszam was na opowieść o kadzidle!
JĘZYKOWY GALIMATIAS 
Temat kadzidła, zwłaszcza w języku polskim, jest zagmatwany. Warto więc zacząć od języka. Sam przez długi czas nie wiedziałem, co konkretnie kryje się pod tym tajemniczym słowem. 
Słowo "kadzidło" ma parę znaczeń. W szerszym: oznacza dowolną mieszankę składników aromatycznych, którą kadzi się w celach rytualnych. W węższym: określa konkretny rodzaj żywic olibanum (którego przykład widzicie na moim zdjęciu). 
Sprawa jest prostsza w języku angielskim, w którym "incense" oznacza mieszankę rozmaitych składników, a dla olibanum przewidziane jest osobne słowo - "frankincense", skądinąd popularne w języku polskim. U nas, choć znacznie rzadziej, mówi się o olibanum jako "kadzidle frankońskim".
Teraz akapit dla językoznawczych nerdów! Spójrzmy na biblijny fragment "mirra, kadzidło i złoto". Czym jest mirra i złoto, to wiadomo. Ale "kadzidło"? Oryginalny tekst ewangelii wg Mateusza pisany był w języku greckim: kadzidło wyrażone jest słowem "λίβανος", któremu, po transkrypcji, odpowiada słowo "libanos". Oznacza ono "kadzidło żywiczne" i konkretnie odsyła do żywicy z drzewa Boswellia, czyli olibanum. A więc trzej królowie przynieśli Jezusowi mirrę, olibanum i złoto.
CZY POZNAJESZ TO KADZIDŁO? 
Przejdźmy do rzeczy i zanurzmy się w świecie olibanum. Drzewa Boswellia porastają tereny Półwyspu Arabskiego, Afryki Wschodniej i Indii. Dotychczas opisano ich aż 24 gatunki, które dodatkowo występują w licznych odmianach i podgatunkach. Znaczy to mniej więcej tyle, że rozmaitych wariantów olibanum jest dużo. Bardzo dużo. 
Dominującym spośród nich jest Boswellia Papyrifera, która odpowiada za większość światowego obrotu olibanum. W aromaterapii najwyżej ceniona jest Boswellia Sacra (w handlu określana także jako Carterii), natomiast w suplementacji - Boswellia Serrata. 
W praktyce jednak, przy zakupie kadzidła przez internet, sprawa nie jest taka prosta. Często brakuje informacji o specyfikacji olibanum, a zamiast tego podaje się jedynie kraj pochodzenia - co bywa jednak bezcenną informacją. Sam zamawiałem kadzidło przez internet parę razy i dopiero na podstawie pochodzenia udało mi się (prawdopodobnie) ustalić jego rodzaj. 
CO PACHNIE W POLSKIM KOŚCIELE? 
Dochodzimy wreszcie do najbardziej fascynującego pytania: co odpowiada za charakterystyczny "kościołowy" zapach kadzidła? 
Niestety również tutaj sprawa jest dość zagmatwana. Kadzidło kościelne nie jest ściśle regulowane pod względem składu, rodzaju czy miejsca pochodzenia. Wręcz przeciwnie - pozostawia się w tym zakresie sporą swobodę osobom odpowiedzialnym za liturgię. Wiadomo jedynie, że ma to być "kadzidło liturgicznie", godnie użyte podczas obrzędu. Ale czy to będzie Boswellia Sacra z domieszką mirry, suszonych kwiatów, czy może jeszcze czegoś innego - to kwestia drugorzędna. 
 Na podstawie kilku lektur oraz rozmowy ze znajomym księdzem mogę postawić roboczą tezę, że wykorzystanie olibanum w kadzidle kościelnym jest uwarunkowane przede wszystkim praktycznością, a nie odgórnymi regulacjami. Mówiąc wprost: zakup kadzidła do kościołów (często przez internet) bywa w dużym stopniu dyktowany ceną lub dostępnością.
U importerów zaopatrujących kościoły w kadzidło można znaleźć zarówno pojedyncze składniki (przede wszystkim olibanum i mirrę), jak i całą masę gotowych mieszanek przeznaczonych na rozmaite święta. 
Polecam wam zajrzeć na stronę, na której sam kupiłem sporo rzeczy: https://prema.sklep.pl/
Znajdziecie tam przeróżne mieszanki. W każdej z nich obecne są grudki olibanum (nieodzowny składnik kadzideł kościelnych) oraz inne  niewyszczególnione żywice. 
Dobrze pamiętam kadzidło kupione na Trzech Króli - pachniało bardzo ziołowo i prawie w ogóle nie wyczuwałem w nim żywicy. Tymczasem mój tato miał mieszankę składającą się wyłącznie z żywic, w większości z olibanum. Woń obu była całkowicie różna.
Myślę, że dobrze ilustruje to, jak bardzo kwestia kadzidła kościelnego jest dowolna, niejednoznaczna, a przez to... hmm... fascynująca i nieuchwytna.
O ZAPACHU ŻYWICY
A jak właściwie pachnie olibanum? 
Jedną z najdziwniejszych rzeczy związanych z olibanum było odkrycie, że jego zapach wcale nie musi być ciężki, dymny ani kościelny. 
Wręcz przeciwnie! Najczęściej stosowana w aromaterapii żywica, Boswellia Sacra, uważana za najbardziej jakościową i wielowymiarową, opisywana jest jako cytrusowa, jasna, wręcz "podnosząca". Oczywiście pozostaje przy tym balsamiczna, lekko słodka, drzewna.
Jakiś czas temu sam trafiłem na ciekawy sort olibanum. Jak zwykle brakowało informacji o gatunku, ale Etiopia jako kraj pochodzenia pozwalała przypuszczać, że chodzi o Boswellia Papyrifera, żywicę często uznawaną za "gorszą". Tymczasem jej zapach był dla mnie niesamowity.
Z jednej strony: rozżarzony do czerwoności węgielek, solidna gruda żywicy, wyraźny smuga dymu, a woń... lekko cytrusowa! Ale w ogóle lekka, powietrzna, eteryczna, jak gdyby zapach olejku cytrusowego rozpylonego w fińskiej saunie. Sam dym pachniał mało dymnie. To uświadomiło mi, że kadzidło wcale nie musi być ciężkie i kojarzyć się z katedrami.
Paliłem też inne żywice olibanum: bardziej balsamiczne, słodkawe, ziołowe. Nie natrafiłem jednak na te ciężkie wędzone, smołowe akcenty, z którymi wcześniej kojarzyłem kadzidło. 
​​​​​​​​​​​​​​
KADZIDŁO A PERFUMY 
I tu przechodzimy do kadzidła w perfumach, które bardzo często rządzi się  innymi prawami niż zapach samej żywicy. Perfumy kadzidlane kojarzą się raczej z ciężkim, mrocznym klimatem niż z jasnością i energią. Weźmy ikoniczny Avignon od Comme des Garcons - suchy, ziołowy, ascetyczny, wyraźnie dymny. Albo - z polskiego podwórka - Martyra od Profundum - zapach skórzany, mroczny, mocno dymny. Czy są one pozbawione olibanum?
Nie! Ale sprawa, jak zwykle z kadzidłem, jest bardziej skomplikowana.
Przy pisaniu tego tekstu rozmawiałem na ten temat z dwoma perfumiarzami: Dominikiem Schneiderem (Profundum) i Kamilem Bańkowskim (Fyyre Perfumes). Z perspektywy twórcy perfum "akord kadzidlany" nie jest zapachem konkretnej żywicy, a przestrzenią interpretacji. Chodzi o pracę z "wyobrażeniem" kadzidła, a nie wierne odwzorowanie konkretnej żywicy, czy nawet ich mieszanki.  
To trochę jak z wcześniej wspomnianymi kadzidłami kościelnymi używanymi przy różnych okazjach. Mają ewokować atmosferę obrzędu i sacrum, ale mogą robić robić to na różne sposoby: raz poprzez niemal letnią ziołowość, innym razem wyłącznie przez żywicę. Nie ma tu jednej reguły, bo i nie ma jednej wizji atmosfery sacrum. 
Perfumiarze, korzystając z całego wachlarza żywic i innych składników, prowadzą kadzidlane kompozycje w skrajne różne rejony: od balsamicznych, kremowych, jaśniejszych, po te drzewne, skórzane, ciemne i ciężkie. A nawet ultraciężkie. 
 Dlatego kadzidło w nazwie lub opisie perfum rzadko wskazuje na konkretny składnik. Częściej mówi o wyobrażeniu albo temacie. Stąd biorą się kompozycje, które potrafią całkowicie zburzyć nasze wyobrażenie o tym składniku. 
Przykładem jest L'eau Froid od Serge Lutens, gdzie kadzidło wybrzmiewa ostro, mineralnie, czysto. Podobnie odbieram nieszporowe Vesperae od Fyyre Perfumes (znowu Kamil), w którym proszkowa czystość, metaliczność łączy się w dymnością. 
To tylko oczywiście dwa przykłady z brzegu. A jest ich całe mnóstwo. Są też kompozycje nazwane wprost "Frankincense" czy "Olibanum". Jednak i one rzadko naśladują zapach żywic jeden do jednego. Znacznie częściej są ich interpretacją, wzbogaconą autorskim twistem. 
Dzięki temu na rynku mamy dziś nie tylko dziesiątki, a nawet setki odmian olibanum i innych żywic, ale także niemal nieskończoną liczbę ich interpretacji zapachowych. Dzięki perfumiarzom składniki te wchodzą w coraz to nowe, często zaskakujące połączenia. I właśnie do eksplorowania - zarówno pojedynczych składników, jak i perfum - gorąca was (i siebie samego) zachęcam:) ​​​​​​​
Bibliografia
Sun, X., Yang, Y., Peng, C., Huang, Q., Wei, J., Yang, X., Frankincense from Boswellia: A review of species, traditional uses, phytochemistry, pharmacology and toxicology.
D. Riegler, A complete guide to Frankincense resins
Back to Top